Roxi
Iść ciągle iść w stronę słońca.................................................
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
<a>Oddaj głos na mojego bloga!</a>
Aktualna liczba głosów:
 
736
<a>Oddaj głos na szablon!</a>
Aktualna liczba głosów:
 
11527
Księga gości
 
O mnie
1969roxi
43
,
Kraków
Słówko o mnie
Wciąż odkrywam nowe światy co dzień coraz bardziej zadziwiona otaczającą rzeczywistością. gg 5516580
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
7644
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
739
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
14














Mój zwierzyniec osobisty
































               PIEGUS

































                    TUŚKA
















                TRULEK




































































































































Notki
wtorek, 07 czerwiec 2011, 09:53 Cisza po burzy
Cisza jest stanem który bardzo lubię. Pozwala zebrać myśli, przeanalizować różne sprawy.
Cisza, która nastała jest z gatunku tych które przychodzą po burzy, niosą spokój, świerze rześkie powietrze, poczucie, że coś zadrżało w posadach, zostało zburzone, przewietrzone, odnowione.
Ta cisza daje nadzieję na lepsze czasy. Czy słusznie, nie wiem. Jeśli tego znowu nie spieprzymy.
Po tym trudnym doświadczeniu nabrałam pewności, że o ile dam sobie radę organizacyjnie i finansowo, to napewno emocjonalnie nie jestem przygotowana na bycie samą. Kocham mojego mężą mimo jego wad i trudnego charakteru i jakkolwiek mam czasem dosyć, to nie wyobrażam sobie życia bez niego. On jest facetem mojego życia, odkąd jesteśmy razem, nigdy nie było nikogo innego i chcę żeby tak zostało. Teraz tylko od nas zależy, jak długo będziemy o tej burzy pamiętać i jakie wyciągniemy wnioski.

sobota, 28 maj 2011, 11:10 Złota myśl (może i złota?)
Łatanie dziur w starej rozlatującej się budowli podobno nie ma sensu. Jak to mówią, czasem trzeba coś całkiem rozwalić, aby można to było zbudować na nowo.
Etap buldożera mamy już za sobą, powoli zaczęliśmy wchodzić w etap uzgodnień na temat przyszłego zagospodarowania terenu. Doszliśmy już do pewnych wspólnych wniosków.Czas pokaże czy umiemy dojść do porozumienia i przejść do etapu tworzenia nowych planów architektonicznych. Czasem chyba trzeba dać czas czasowi żeby zrobił swoje.

poniedziałek, 23 maj 2011, 21:25 Smutny koniec?
Nie umiem chyba nic sensownego napisać po tak długim czasie. Nie wiem od czego zacząć. Wszystko się zmnieniło. Dzisiaj mijają dokładnie 24 lata od naszego ślubu. Siedzę sama, popijam wino, wspominam jaka byłam wtedy szczęśliwa i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. Odeszłam, po 24 latach odważyłam się i odeszłam. Zrobiłam to błyskaicznie w ciągu jednego dnia, w sobotę przed 1 maja. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i uciekłam nie oglądając się za siebie. Spieszyłam się żeby nie stchórzyć i się nie wycofać.Bałam się ,że gdy to zrobię, nic się nie zmieni.Moje dorosłe już dzisiaj córki powiedziały " mamo zrób to wreszcie bo jak dotąd tylko o tym mówisz , tylko się oszukujesz licząc na zmianę". To prawda, myślałam o tym od wielu lat, odkąd demony wróciły. Zaczaiły się gdieś w ukryciu na wiele lat i dały nam, a raczej mnie, złudną nadzieję, że już nie wrócą,  karykaturę spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Tylko po to żeby w najmniej spodziewanym momencie, gdy udało mi się o nich zapomnieć, wyleźć ze swojej nory i obrócić w pył wszystko co udało nam się z trudem zbudować. Najpierw zjawiały się rzadko ale i tak czyniły tyle spustoszeń między nami, że trudno było poskładać to do kupy. Z czasem przychodziły coraz częściej i coraz trudniej było się ich pozbyć. Po jakimś czasie coraz trudniej było nam się porozumieć a zaufanie dawno trafił szlag.  Żyliśmy już nie razem lecz obok, za cholerę nie rozumiejąc już jedno drugiego. To trwało osiem lat i skończyło się, ponieważ odeszłam żeby nie zwariować nie znając dnia ani godziny i żyjąc w ciągłym strachu. Miało mi to przynieść spokój ale nie przyniosło. Nadal się boję: że jestem sama, bo jestem sama i że mnie tam nie będzie gdy znowu wrócą i co się wtedy stanie, i co wtedy zrobię lub czego już nie zrobię, i czy i jak będę umiała z tym żyć, bo że nie skończy się dobrze to pewne, zbyt dobrze je znam. Miałam nadzieję, że moja decyzja coś zmieni tymczasem o ironio przekonałam się jak niewiele znaczę w tej całej historii i jak niewiele mogę zdziałać, jak mało ważna jestem dla kogoś kto jest (był) dla mnie najważniejszy i dla kogo byłam gotowa przetrwać i patrzeć na takie rzeczy że chyba nikt by nie uwierzył. To był krok rozpaczy uczyniony z desperacji i traktowany jak ostatnia deska ratunku dla nas. Miał coś zacząć a okazało się że wszystko zakończył. Czy mi jest lepiej? Nie wiem jeszcze, jest mi inaczej, pusto i smutno. Przychodzi mi do głowy że jeśli tak się to miało wszystko zakończyć, to po cholerę było to wszystko, tyle lat? Na drogę usłyszałam cyt:" bez emocji się zaczęło, bez emocji się skończy"  ot i tyle............ Smutne co?
poniedziałek, 23 maj 2011, 21:19 Kurde noo
Napisałam notkę i nie mogę jej wkleić, co jest???
niedziela, 08 maj 2011, 22:40
Przeczytałam całe archiwum, pooglądałam zdjęcia.
Pamiętacie bajkę Ona i On?
ICH już nie ma
Piegusa też nie


Archiwum
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
































                                                           





                                                          














                                                                       
















Zobacz serwisy INTERIA.PL